Kiedy byłam małą dziewczynką zawsze dzień przed Wszystkimi Świętymi robiło się u nas "Myłki". Były to typowe halloweenowe dynie. Wydrążone w środku z wyciętymi otworami na oczy, nos i co tam komu przyszło do głowy. Do środka wkładana był świeczka. Takie duszki świeciły wieczorem i w nocy. Jedni mówili, że mają odstraszać złe moce inni, że wskazywać drogę pogubionym duszyczkom. Większość uważała je za fajną dekorację i nie przypisywała temu żadnych ideologii. Wtedy jeszcze nie znaliśmy tak dobrze kultury zachodu i nie było to kojarzone ze świętem zmarłych. Nikt nie uważał tego za "działanie" pogańskie.
Na szczęście ten (jak i inne bardzo fajne) zwyczaje przetwały w naszym regionie i co roku można podziwiać wspaniałe dynie zdobiące podwórka.






Takie zrobiłam dzisiaj razem z moimi bąblami (Mniejszym - 5 lat i Większym - 8 lat)