U mojego starszego urwisa w szkole jest bal przebierańców. Ale nie taki byle jaki. Wymyślili sobie temat przewodni, a mianowicie OWOCE i WARZYWA.
No i coś trzeba było zrobić. Oczywiście na szybko, czyli jutro!!!
Takiego przebrania to ani kupić ani wypożyczyć:) W grę wchodziła tylko inwencja twórcza i nadzieja, że coś uda się wykombinować.
Na szczęście mieliśmy pomarańczowy kocyk (do niczego nam nie pasował ale i tak było mi strasznie żal, kiedy go kroiłam:() więc dziecko zostało marchewką:

Znając życie strój do balu może nie przetrwać, ale mam czyste sumienie, że spróbowałam i coś tam zrobiłam. Pocieszam się myślą, że znajoma, mama kolegi mojego bąbla, była dzisiaj bardzo zdziwiona jak napomknęłam o balu i stroju. Jej młody nic nie wspomniał. Czyli niektórzy nie będą mieli żadnych przebrań. Z dwojga złego lepsza marchewka niż nic:)
Mniejszy jak zobaczył co robię stwierdził, że on chce być CYTRYNKĄ??????????? Ciekawe jak z tego wybrnę?