Wpisy z tagiem: rękodzieło
czwartek, 06 października 2011
Witam Was wszystkich:) Coś ostatnio mam fazę na decoupage. Już chodzą za mną bombki i takie tam świąteczne bzdety. Pewnie trochę wcześnie ale czas ostatnio przyśpieszył . Jakiś czas temu zrobiłam zakładkę. Pamiętacie akcję u Małgosi (http://haftymalgosi.blox.pl), z zakładkami dla dzieci? To miała być właśnie zakładka dla jednego z przedszkolaków. Ale kiedy przykleiłam papier, stwierdziłam, że absolutnie nie nadaje się dla dziecka. Nawet jej nie kończyłam. Leżała sobie, taka nijaka w kącie aż do odwiedzin mojej siostry. Ona tak czasami "wpada przez przypadek" na rzeczy, które robię lub robiłam. No i znowu się podlizała twierdząc, że całkiem, całkiem. Jej się podoba. No i zostało przesądzone. zakładka będzie dla niej. Musiałam ją tylko dokończyć. Jakoś zabrakło weny aż do teraz. Spojrzałam jeszcze raz i stwierdziła, że jak dodam jakieś kwiatki (akurat miałam suszone), koronkę, trochę pocieniuję, to może coś z tego będzie. Wyszła, wydaje mi się, że całkiem fajna zakładka w stylu vintage. Zwłaszcza, że to moja pierwsza robiona tą metodą. Sami osądzcie: Kwiatki są prawdziwe, tylko zasuszone (prezent od mojej mamy). Za chiny ludowe nie wiedziałam jak się za nie zabrać. Rozpadały się w rękach. W końcu udało mi się je przykleić i polakierować. Pewnie bez warstwy lakieru wyglądały by lepiej, bardziej naturalnie ale chyba długo by nie pocieszyły oczu. A chłopczyk (dziewczynka?) ze zdjęcia po prostu mnie zauroczył:)
poniedziałek, 26 września 2011
W końcu znalazłam trochę czasu na wyhaftowanie małego drobiazgu dla mojego mniejszego urwiska. A to za sprawą złośliwego przeziębienia. ale jak to mówią: "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło". I dzięki temu, że wyleguję się w wyrku mogłam choć na chwilkę wrócić do krzyżyków. Od dawna chodziły za mną te oto wzorki:
I powstał , na razie, jeden z nich. Chociaż pozostałe czekają w kolejce:) Wyszedł trochę zezowaty ale za to jaki słodki:) Niestety moje ramki z magnezem kupione na przecenie we "FLO", za 2,99 zł nie zdały egzaminu i popękały. Teraz muszę przemyśleć jak ten haft przykleić do plastiku. Ale coś wymyślę:) Lato na szczęście nie odpuszcza, choć jesień tuż, tuż... Dostałam ostatnio od rodziców cały kosz małych dyni i teraz obmyślam dekoracje. Wkrótce pokażę co zdziałałam.
czwartek, 08 września 2011
Dawno się nie pokazywałam na bloxie. Wciąż zawzięcie ćwiczę i trafia mnie już powoli bo waga nie chce iść w dół. Nie mam zbyt dużych wymagań: chciałabym zrzucić jakieś 2-3 kilogramy. A tu NIC !!! Ale do rzeczy. Dzisiaj chciałabym pokazać umiejętności moje teściowej. Jak już wiecie relacje między nami są całkiem ok. Dogadujemy się bez problemu i mam nadzieję, że wzajemnie lubimy. Tak więc nie wiem co to teściowa z kawałów. Na szczęście:) Dlatego postanowiłam wkleić kilka zdjęć kolczyków, które teściowa robi w mgnieniu oka. Dla mnie szydełko to czarna magia, tym bardziej podziwiam: 1. Czarno-białe
2. Czarno-czerwone 3. Czarno-zielone 4. Podwójne, fiolet-czarny-żółty 5. Żółto-czarne 6. Podwójne, seledyn-czarny-zółty 7. Biało-czerwone
8. Żółto-czerwone 9.Podwójne, niebieski-czarny-biały Mi osobiście bardzo się podobają. Sama takie noszę. Jeżeli ktoś z Was chciałby kupić takie lub podobne kolczyki - zapraszam na priv: agaott@interia.pl Kolczyki kosztują 10 zł + koszt przesyłki, nr 5 i 7 - 7 zł (ze względu na wielkość- są po prosu mniejsze)
Mam nadzieję, że w weekend nadrobię zaległości w czytaniu Waszych blogów i może znowu zrobię jakąś zakładkę, albo cuś innego. W końcu najwyższy czas brać się do roboty:) Pozdrawiam, jak zawsze wiosennie:)
niedziela, 24 lipca 2011
Dzisiaj szbciutko, ponieważ nie wiem jak długo wytrzyma mi internet, pokażę tylko kwiaty z bibuły, które sama zrobiłam.
piątek, 22 lipca 2011
Na wakacje wybierałam się z mieszanymi uczuciami. Pierwszy raz mi się zdarzyło, że nie bardzo chciałam jechać, nie interesowałam się za bardzo gdzie i po co się wybieramy. A to nie leży w mojej naturze. Zazwyczaj jestem bardzo dobrze przygotowana, mam opracowane szlaki, wybrane miejsca godne zobaczenia i jak mówi mój mąż: w sumie nie muszę jechać, bo i tak wszystko już wcześniej zobaczyłam w internecie. Ale ja to właśnie lubię. I przyznam, może nieskromnie, że nieraz dzięki temu wiedzieliśmy co i gdzie i nie żałowaliśmy potem, że pominęliśmy jakieś fajne i ciekawe miejce. Tym razem albo byłam już bardzo zmęczona, albo coś mi się zmienia, bo nie dość, że było mi wszystko jedno to miałam wrażenie, że wczasy okażą się niewypałem. Na szczęście się myliłam. Pensjonat Bazyl http://www.bobrka.com/ znalazłam przez przypadek, tak jak już wspominałam, zagladając na bloga Kraszynki. Opisywała wtedy swój wypad w Bieszczady, a jej zdjęcia po prostu mnie zachwyciły. No i bardzo lubię miejsca z klimatem, a Bazyl właśnie na takie miejsce wyglądał. I tutaj oświadczam wszem i wobec, że jest to miejsce ze wszech miar godne polecenia!!! Zaznaczam, że nikt mi nie zapłacił za reklamę, nikt tego nawet ode mnie nie wymagał, po prostu kiedy uważam, że coś jest warte zobaczenia, czy odwiedzenia mówię o tym wprost. Gdyby mi się nie podobało pewnie sprawę urlopu bym przemilczała. Jeżeli szukacie miejsca pięknie położonego, dostosowanego zarówno dla ludzi szukających ciszy i spokoju, jak i rodzin z dziećmi, niezwykle rodzinnego i do tego prowadzonego przez przesympatycznych ludzi z pasją - to nie muszę Was zachęcać:) Ponieważ tyle się działo podczas tych 10 dni, począwszy od licznych warsztatów, wyjazdu do Lwowa, na Węgry, zwiedzania, chodzenia po górach i pływania w jeziorach muszę opis zamieścić w kilku wpisach. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać pasję właściciela - pana Andrzeja Kusza. Następnym razem będzie troszkę o właścicielce - pani Dorocie, która również ma swoje zainteresowania. Pan Andrzej od prawie 10 lat, oprócz prowadzenia agroturystyki i umilania życia letnikom, zajmuje się tworzeniem małych dzieł sztuki z bibuły. Kwiaty, które wychodzą spod jego ręki wyglądają jak żywe. I tą wiedzą próbuje dzielić się z gośćmi. W czasie naszego pobytu braliśmy udział w pięciu spotkaniach, gdzie próbowaliśmy tworzyć coś co przynajmniej trochę przypominało dzieła pana Andrzeja. A wierzcie mi jest co podziwiać: Te kule mają swoje specjalne przeznaczenie. Ma ich być 100 szt i mają ozdobić przyszłą choinkę. Efekt na pewno będzie zachwycający. Ta gałązka kwitnącej wiśni była dwa razy większa ale właściciel trafił, na delikatnie mówiąc, ignoranta i gdy ją wypożyczył ten część zniszczył podczas przewożenia. Tyle pracy a ktoś to tak po prosu zepsuł.
Niestety ze względu na bardzo duże problemy z TP, dzięki której ten wpis robię już 5 dni i cały czas przerywa mi internet, brakuje mi trochę cierpliwości. Więc dalszą część śliczności zrobionych przez właściciela Bazyla oraz moje skromne wypociny pokażę wkrótce.
niedziela, 17 lipca 2011
Jestem:) Wypoczęta, zadowolona i pełna nowych pomysłów. Na razie zdradzę tylko tyle, że byłam w Bieszczadach (pierwszy raz w życiu) i dzięki Kraszynce z blogu http://decobakcyl.blox.pl znalazłam miejsce nie tylko warte odwiedzenia, ale na swój sposób magiczne, bardzo sympatyczne i w 100 % godne polecenia. Będę je po troszkę opisywać i oczywiście zachwalać. Bo jest co!!! A teraz mała zachęta: Chyba nie ma osoby, na której taka suknia nie zrobiłaby wrażenia: Kraszynka na pewno już wie gdzie byłam:) Wkrótce napiszę więcej i pokażę co mi się udało zmajstrować:)
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Lawenda w pełni kwitnienia. Powoli widać już mały zaczątek plantacji. Na razie tylko w ogrodzie i tylko kilkanaście krzaczków ale spokojnie; będzie więcej. Chciałam zrobić zdjęcia ale poczekam troszkę aby wszystkie roślinki rozkwitły. Poza tym muszę zrobić mały porządek, ponieważ lawendę posadziłam wzdłuż winogron,które są nieco zaniedbane. Najfajniejsze jest to, że wśród lawend mam już przynajmniej kilka odmian, w tym kwitnącą na biało-różowo. Na razie zebrałam tylko część kwiatów. Udało mi się na szybko zrobić pierwszą w tym roku fusetkę. Fusettes to z francuskiego - lawendowe wrzeciono. Jest to taka szyszeczka wykonana z lawendy, poprzetykana wstążeczką. Jak tylko znajdę troszkę czasu postaram się zamieścić mały kursik jak zdrobić taką ozdobę.
Ta odmiana jest bardzo charakterystyczna. Ma bardzo długie kwiatostany na długich łodygach, ale nie rozkwita do końca. Właśnie ona najlepiej nadaje się na robienie fusettes. Poza tym przepięknie pachnie i mam wrażenie, że uzyska się z niej sporo olejku (na razie jeszcze nie próbowałam)
Wrzecionko troszkę nie udane, ale robione na szybko i z marszu. Następnym razem bardziej się postaram:)
Dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach i za to, że wciąż jeszcze do mnie zaglądacie. Buziaki !
niedziela, 19 czerwca 2011
Uff! Zdążyłam. Chyba jako jedyna miałam straszny problem z czasem. Myszeczkunia (http://myszszeczkunia.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2)dała nam czas na wyszycie pierwszej myszki - 3 tygodnie od 30 maja, a więc termin mija w poniedziałek. Załapałam się:) Wiem, że nie ma co się chwalić, inne blogowiczki wyhaftowały już kilka myszek, ale co się odwlecze to nie uciecze:) Myszki będą powstawały systematycznie - tak jak było przewidziane w kalendarzu. Oczywiście zmieniłam kolor i utrudniłam sobie troszkę pracę. A to dlatego, że spodobało mi się haftowanie na kanwie plastikowej. Stwiedziłam, że taki obrazek baletnic to mi na nic, nie mam córeczki a nawet siostrzenicy czy bratanicy, u której w pokoju mógłby zawisnąć. Więc wpadłam na pomysł zrobienia pojedyńczych zawieszek. Póżniej, jak będzie cały komplet to albo ozdobią mi okno, albo rozdam pojedyńcze sztuki córkom koleżanek, albo zawieszę na choince - ot taka oryginalna ozdoba.
Jeszcze nie wycięta, efekt końcowy zostawię na listopad. Myślę, że będzie fajnie wyglądać.
środa, 15 czerwca 2011
W piątek Michasia (http://harmonyart.blox.pl) organizowała spotkanie pasjonatek. Nie mogłam przegapić. To już któreś spotkanie z Michaliną i zawsze jest bardzo sympatycznie, domowo, ciepło. Tym razem nie mogłyśmy być za długo - bo dzieci w domu płakały:) Ale co się nagadałyśmy głupot - to nasze. Lubię jeździć na te spotkanie, tylko zawsze pogubię drogę. Fajnie by było gdyby któraś koleżanka blogowa z okolicy Rybnika (lub z innej okolicy) też zawitała na te nasze spotkania. Aktualny terminarz znajduje się na stronie Michasi. Serdecznie zapraszam. To na razie tyle jeżeli chodzi o reklamę:) Czas pokazać co wymęczyłam. Dość dawno chciałam sobie przerobić zwykłe, najzwyklejsze pudełko po butach. Ponieważ zawsze obiecuję moim maluchom, że coś im zrobię, a potem brakuje mi czasu i jest tyle innych ważnych spraw, postanowiłam, że pudełeczko będzie na autka. Najpierw miał być ZigZag, ale miałam przepiękną serwetkę Max und Moritz, która kusiła mnie już jakiś czas, stanęło, że w koncu coś z nią zrobię. I oto co wyszło. Mnie się podoba, chociaż muszę jeszcze dopracować szczegóły i pokryć kilka razy lakierem .
Nie wiem dlaczego ale Max und Moritz strasznie mi się kojarzą z naszymi Pawłem i Gawłem.
czwartek, 02 czerwca 2011
Dałam radę, chociaż już zaczęłam wątpić czy mi się uda zdążyć na czas. Tak jak założyłam zrobiłam wszystkie zakładki do 02 czerwca, czyli do dzisiaj. I jestem z siebie dumna:) Może to niewiele, takie ot- haftowanie drobiazgów, ale przy moim trybie życia, pracy, dzieciach, licznych zajęciach dodatkowych i wyjazdach to dla mnie niemało. Dodam tylko, że czas dla mnie to dopiero po 20.00, a i tak najczęściej jestem padnięta i najlepiej poszłabym spać. Ale są! Wiadomo, do konca nie jestem tak naprawdę zadowolona, mogłam niektóre rzeczy zrobić lepiej, szybciej ale ja już tak mam, że jestem bardzo wymagająca, przede wszystkim dla siebie. Jutro z samego rana zkładki wędrują na pocztę i poleconym priorytetem do Małgosi, która ponoć się jeszcze nie denaerwuje ale wiem, że jestem ostatnia. wszystkie dziewczyny już swoje zakładki wysłały. Mam nadzieję, że dzieciaczkom się spodobają:)
|
Archiwum
Zakładki:
Blogi, które czytam
Kontakt
Tagi
|