W końcu znalazłam trochę czasu na wyhaftowanie małego drobiazgu dla mojego mniejszego urwiska. A to za sprawą złośliwego przeziębienia. ale jak to mówią: "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło". I dzięki temu, że wyleguję się w wyrku mogłam choć na chwilkę wrócić do krzyżyków.
Od dawna chodziły za mną te oto wzorki:

I powstał , na razie, jeden z nich. Chociaż pozostałe czekają w kolejce:)

Wyszedł trochę zezowaty ale za to jaki słodki:)
Niestety moje ramki z magnezem kupione na przecenie we "FLO", za 2,99 zł nie zdały egzaminu i popękały. Teraz muszę przemyśleć jak ten haft przykleić do plastiku. Ale coś wymyślę:)
Lato na szczęście nie odpuszcza, choć jesień tuż, tuż...
Dostałam ostatnio od rodziców cały kosz małych dyni i teraz obmyślam dekoracje. Wkrótce pokażę co zdziałałam.