Wpisy z tagiem: szycie

sobota, 19 marca 2011

O tym że lubię lawendę już jakiś czas temu pisałam. Mam jej mnóstwo w ogrodzie i mam nadzieję, że przezimuje. Kiedyś posadzę więcej:) Nie wiem dlaczego pałam tak wielkim sentymentem do tego zioła, zwłaszcza, że wszystko wskazuje na to iż mam na lawendę uczulenie:) (kichanie, łzawienie oczu). Ale to mnie nie powstrzymuje i wciąż otaczam się tą roślinką.  Ostatnio mam znowu fazę decoupage i cały czas wolny poświęcam właśnie jemu. Dlatego woreczki, które uszyłam spróbowałam zdecoupagować. To moja pierwsza próba z decu na tkaninie i za bardzo nie wiedziałam jaki będzie efekt. W sumie wydaje mi się, że wyszło nieźle, chociaż mały hafcik byłby ładniejszy (ale także bardziej pracochłonny).

A to efekty:

Bukiecik lawendy (zresztą jeden z wielu w moim domku)pochodzi z mojego ogrodu, natomiast lawenda w miseczce była kupiona na allegro. Zadziwiająca jest różnica w kolorze. Moją zbierałam w odpowiednim czasie w zeszłym roku a ta kupna chyba jakiś czas przeleżała. Natomiast zapach - SUPER!!!

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe słowa , które zostawiacie w komentarzach:)

wtorek, 01 marca 2011

U mojego starszego urwisa w szkole  jest bal przebierańców. Ale nie taki byle jaki. Wymyślili sobie temat przewodni, a mianowicie OWOCE i WARZYWA.

No i coś trzeba było zrobić. Oczywiście na szybko, czyli jutro!!!

Takiego przebrania to ani kupić ani wypożyczyć:) W grę wchodziła tylko inwencja twórcza i nadzieja, że coś uda się wykombinować.

Na szczęście mieliśmy pomarańczowy kocyk (do niczego nam nie pasował ale i tak było mi strasznie żal, kiedy go kroiłam:() więc dziecko zostało marchewką:

 

Znając życie strój do balu może nie przetrwać,  ale mam czyste sumienie, że spróbowałam i coś tam zrobiłam. Pocieszam się myślą, że znajoma, mama kolegi mojego bąbla, była dzisiaj bardzo zdziwiona jak napomknęłam o balu i stroju. Jej młody nic nie wspomniał. Czyli niektórzy nie będą mieli żadnych przebrań. Z dwojga złego lepsza marchewka niż nic:)

Mniejszy jak zobaczył co robię stwierdził, że on chce być CYTRYNKĄ??????????? Ciekawe jak z tego wybrnę?

 

sobota, 26 lutego 2011

Dzisiaj miałam dzień dla siebie. Dzieci u dziadków, mąż w delegacji,  tylko ja i maszyna do szycia.

Już jakiś czas temu postanowiłam, że uszyję sobie zasłonki do kuchni. Miały być takie "sielskie-anielskie". Podpatrywałam na blogach, szukałam w google, a w głowie rodził się projekt. Aż się urodził. I to jak zwykle przez przypadek. Ostatnio kupiłam trochę lnu na woreczki na lawendę. Jednak uszyłam z niego woreczek na chleb i tak mi się spodobało połączenie len-koronka, że wczoraj znowu zawiatłam do domu towarowego (tak, coś takiego dalej u nas w miasteczku istnieje i żeby było ciekawiej wygląda dokładnie tak samo jak w czasach PRL-u. Nawet zapach jest ten sam:)) i kupiłam 5 m . A dzisiaj od rana szyłam.

Krawcowa ze mnie żadna, coś tam próbuję i cały czas się uczę, więc szycie szło wolno, a nawet bardzo wolno. W międzyczasie wyskoczyłam do sklepu po zazdrostki i porcję nowych plotek. Wciąz mnie to zadziwia, że na wsi wszyscy wszystko wiedzą. Można być zupełnie z boku a i tak plotki do ciebie w taki czy inny sposób dotrą. Ale fajne jest to, że kiedy idę do apteki i np. zapomiałam kasy albo zepsuł się terminal, pani daje mi lekarstwa na krechę (oczywiście zawsze donoszę pieniądze) albo dzisiaj kiedy nie bardzo wiedziałam czy wybrane zazdrostki będą pasować do całokształtu to kobitka dała mi je żebym sprawdziła i jak będzie grało to mam przynieść pieniążki w poniedziałek a jak nie to oddać firanki. Miłe, prawda?

Kiedy uszyłm pierwszą zasłonkę - z uśmiechem na twarzy stwierdziłam, że to właśnie TO. O TO mi właśnie chodziło i muszę przyzać nieskromnie, że jestem z siebie bardzo zadowolona.

A to efekt mojej pracy:

I trochę szczegółów:

Spodobały mi się wianuszki z mchu. Szukałam po kwiaciarniach ale nigdzie nie było. Więc kupiłam trochę zasuszonego mchu i sama sobie taki zrobiłam. Najpierw uplotłam wianek z pędów winobluszczu a potem obłożyłam mchem:

 

No i zaczęłam zaklinać wiosnę, żeby już w końcu przyszła.

 

sobota, 19 lutego 2011

Dzisiaj zaczęłam haftowanie serca. Tak mi wjechałyście na ambicję:), że chciałam to zrobić jak najprędzej. No i znowu zonk!!! Wyszywałam, wyszywałam, minęła godzina , dwie i tyko tyle udało mi się wymęczyć:

Zdjęcie kiepskie, bo z tego wszystkiego zaczęły mi się trząść ręce. Jakby ktoś się zastanawiał to jest to taki mały fragment w samym dole serduszka. Jak tak dalej pójdzie to zajmie mi to nie miesiąc a cały rok.

Na moje usprawiedliwienie mam tylko to, że w międzyczasie zrobiłam następną zakładkę i uszyłam woreczek na chleb.

Coś takiego chodziło już za mną od dłuższego czasu. Nie będę ukrywać, że sporą inspiracją były dla mnie woreczki uszyte przez pepsione1980 na blogu http://malydworek.blox.pl.

Metoda trochę inna, bo zamiast nadruku - haft krzyżykowy.

Tak mi się spodobało połączenie lnu z koronką, że następnym krokiem będzie uszycie zasłonek do kuchni.

Bardzo lubię ten styl, trochę wiejski, dworkowaty.

Zresztę coś muszę zmienić w moim domku i zacznę od kuchni. i na pewno pokażę efekty.

środa, 02 lutego 2011

Przed świętami kupiłam mnóstwo wstążeczek, sznurków i ozdobnych nici. Miały służyć jako zawieszki do bombek. I część do tego wykorzystałam. Ale jak przystało na normalną babę zakupy były znacznie większe niż potrzeby. No, po prostu nie mogłam się oprzeć tym wszystkim ślicznościom i tak na wszelki wypadek kupiłam co nieco ( w końcu i tak płaciłam za przesyłkę:)).

Więc teraz mam wstążek do wyboru do koloru.

Gdzieś to musiałam schować. Kasy już brakło na fajny kuferek (niciarkę), dlatego pozostała Castorama, gdzie kupiłam zwykłe, plastikowe pudełeczko na śrubki.

Nie cierpię plastiku, jest byle jaki, ale co tu dużo mówić - tani. Zapłaciłam 8 zł, przerobiłam i teraz mam coś takiego:


nazwa alternatywna
nazwa alternatywna