Wpisy z tagiem: haft krzyżykowy
niedziela, 27 listopada 2011
No i się zaczyna:) Dzisiaj pierwsza niedziela adwentu. Do świąt to już teraz z górki. Co roku sobie obiecuję, że znacznie wcześniej zacznę robić ozdoby i co roku jest to samo. Prawdziwe przygotowania zaczynają się wraz z adwentem. Niestety nie zdążyłam zrobić kalendarza (a miałam już pomysł) ale co się odwlecze to nie uciecze. Spróbuję w przyszłym roku:) Moja oma (babcia) rok rocznie robi wieniec adwentowy do kościoła. I za każdym razem podziwiam to co zrobiła. Dlatego dzisiaj sama wzięłam się do roboty i mam teraz w domu prawdziwy wieniec adwentowy. Co prawda znacznie mniejszy, troszeczkę inny, mniej ascetyczny ale jest. Ostatnio mam małą fazę na filc,koronki (to w sumie zawsze) i kolory biały i czerwony. Taki styl troszeczkę skandynawski. I dlatego mój wieniec wygląda tak: Starałam się nie przesadzić z ozdobami bo wiadomo - nie jest to stroik świąteczny, powinien być moim zdaniem nieco surowy ale właśnie taki mi się podoba. Więcej dodatków zniszczyłoby efekt. Żeby nie było całkiem smutno zrobiłam jeszcze coś na kształt tygodniowego kalendarza adwentowego. Też świeczki, oczywiście na kominku i też do zapalania co tydzień. I znowu filc i koronki. Zaczęłam się uczyć robić bombki - karczochy. Idzie mi strasznie opornie. Ale to także dlatego, że nie mam wstążek tylko przycinam materiał. Po prostu nie znalazłam w naszej pasmanterii wstążek z wzorami. które by mi pasowały. Pokazuję początki moich prób. Mam nadzieję, że wkrótce pokażę bombkę ukończoną. chociaż jeżeli będę je robić w takim tempie to do świąt zrobię może dwie:) Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Za to, że do mnie zaglądacie i dajecie mi niezłego kopa do działania:)
sobota, 05 listopada 2011
Witam Was serdecznie:) Bardzo dziękuję Wam za wszystkie miłe komentarze pod moimi ostatnimi wpisami. Nie sądziłam, że dynie tak bardzo się spodobają. Szczerze mówiąc jak się ma szablon (np z internetu) to już połowa sukcesu. Reszta sama pójdzie:) Szkoda tylko, że taka ozdoba jest bardzo nietrwała. Dynie, musiałam na trzeci dzień wyrzucić, bo nie dość, że się trochę rozpłynęły to kotek miał już sierść (od środka):) Od jakiegoś czasu podziwiam Wasze ozdoby na Boże Narodzenie. I troszeczkę pozazdrościłam koleżankom hafciarkom. Z tej zazdrości powstało coś takiego:
Mam jeszcze wzorki na dwa pingwinki ale nie wiem czy uda mi się je wyhaftować. Chciałabym już się zająć bombkami, szykuję też małe candy przedświąteczno - rocznicowe, a nawał obowiązków zmusza mnie do ograniczania swojego hobby. Tak więc zobaczymy jak będzie. Pozdrawiam Was serdecznie. Buziaki!
poniedziałek, 26 września 2011
W końcu znalazłam trochę czasu na wyhaftowanie małego drobiazgu dla mojego mniejszego urwiska. A to za sprawą złośliwego przeziębienia. ale jak to mówią: "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło". I dzięki temu, że wyleguję się w wyrku mogłam choć na chwilkę wrócić do krzyżyków. Od dawna chodziły za mną te oto wzorki:
I powstał , na razie, jeden z nich. Chociaż pozostałe czekają w kolejce:) Wyszedł trochę zezowaty ale za to jaki słodki:) Niestety moje ramki z magnezem kupione na przecenie we "FLO", za 2,99 zł nie zdały egzaminu i popękały. Teraz muszę przemyśleć jak ten haft przykleić do plastiku. Ale coś wymyślę:) Lato na szczęście nie odpuszcza, choć jesień tuż, tuż... Dostałam ostatnio od rodziców cały kosz małych dyni i teraz obmyślam dekoracje. Wkrótce pokażę co zdziałałam.
niedziela, 19 czerwca 2011
Uff! Zdążyłam. Chyba jako jedyna miałam straszny problem z czasem. Myszeczkunia (http://myszszeczkunia.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2)dała nam czas na wyszycie pierwszej myszki - 3 tygodnie od 30 maja, a więc termin mija w poniedziałek. Załapałam się:) Wiem, że nie ma co się chwalić, inne blogowiczki wyhaftowały już kilka myszek, ale co się odwlecze to nie uciecze:) Myszki będą powstawały systematycznie - tak jak było przewidziane w kalendarzu. Oczywiście zmieniłam kolor i utrudniłam sobie troszkę pracę. A to dlatego, że spodobało mi się haftowanie na kanwie plastikowej. Stwiedziłam, że taki obrazek baletnic to mi na nic, nie mam córeczki a nawet siostrzenicy czy bratanicy, u której w pokoju mógłby zawisnąć. Więc wpadłam na pomysł zrobienia pojedyńczych zawieszek. Póżniej, jak będzie cały komplet to albo ozdobią mi okno, albo rozdam pojedyńcze sztuki córkom koleżanek, albo zawieszę na choince - ot taka oryginalna ozdoba.
Jeszcze nie wycięta, efekt końcowy zostawię na listopad. Myślę, że będzie fajnie wyglądać.
czwartek, 02 czerwca 2011
Dałam radę, chociaż już zaczęłam wątpić czy mi się uda zdążyć na czas. Tak jak założyłam zrobiłam wszystkie zakładki do 02 czerwca, czyli do dzisiaj. I jestem z siebie dumna:) Może to niewiele, takie ot- haftowanie drobiazgów, ale przy moim trybie życia, pracy, dzieciach, licznych zajęciach dodatkowych i wyjazdach to dla mnie niemało. Dodam tylko, że czas dla mnie to dopiero po 20.00, a i tak najczęściej jestem padnięta i najlepiej poszłabym spać. Ale są! Wiadomo, do konca nie jestem tak naprawdę zadowolona, mogłam niektóre rzeczy zrobić lepiej, szybciej ale ja już tak mam, że jestem bardzo wymagająca, przede wszystkim dla siebie. Jutro z samego rana zkładki wędrują na pocztę i poleconym priorytetem do Małgosi, która ponoć się jeszcze nie denaerwuje ale wiem, że jestem ostatnia. wszystkie dziewczyny już swoje zakładki wysłały. Mam nadzieję, że dzieciaczkom się spodobają:)
niedziela, 29 maja 2011
Zapisałam się już jakiś czas temu do zabawy na blogu Małe co nieco http://myszszeczkunia.blox.pl. Jest to tzw. SAL, tzn wyszywamy jeden wzór, każda zapisana osoba dla siebie. Nic nigdzie nie wysyłamy tylko na blogu pokazujemy efekt naszej pracy. Wzorek jest fajny, wesoły i mam nadzieję ,że niezbyt trudny:). Szczerze powiem, że najpierw się zapisałam a dopiero potem zaczęłam się zastanawiać czy dam radę. Na razie konczę zakładki dla Małgosi i to jest w tym momencie dla mnie najważniejsze. Muszę, po prostu muszę zdążyć do 2 czerwca, bo Gosia potrzebuje zakładki na 10, a wiadomo jak z naszą pocztą jest. Trzeba wysłać wcześniej żeby na pewno doszło, a i tak nigdy nie mamy pewności... Została mi do dokończenia ostatnia:) A to będziemy w SAL wyszywać:
piątek, 27 maja 2011
W zeszłym tygodniu byłam na spotkaniu firmowym. Spotkanie miało miejsce w Wiśle w hotelu Stok. Jest to modne w obecych czasach centrum konferencyjno-wypoczynkowe z dużym zapleczem spa. Jednak nie miałam okazji zobaczenia i spróbowania wszystkich atrakcji jakie to miejsce oferuje. Zamiast zostać i upajać się chwilą spokoju postanowiłam zostawić to wszystko innym i wrócić na noc do dzieci (zwłaszcza, że mam niedaleko). Czy żałuję? Szczerze, po rozmowach, szkoleniu, posiłkach byłam tak skonana, że znając życie nawet na basen bym się nie dowlokła. Tak więc wszystko pięknie wygląda ale z boku. Dodam, że nie było to spotkanie integracyjne ale poważne rozmowy dotyczące współpracy, więc stres i zaangażowanie było znacznie większe. Czasami zdarza się na takich spotkaniach, że otrzymujemy jakiś mały drobiazg, w ramach docenienia naszej pracy na rzecz firmy , z którą współpracujemy. I tym razem prezencik okazał się dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Dodam - miłym zaskoczeniem. Otrzymaliśmy ładnie zapakowane pudełko a w nim: piękną filiżankę. I to nie byle jaką ale Rosenthal. I stąd moje stwierdzenie, że chyba jestem snobem. Bo zrobiło to na mnie wrażenie. Raczej sama nie poszłabym do sklepu, żeby sprawić sobie taką niespodziankę. Nie będę oszukiwać - po prostu byłoby mi szkoda pieniędzy. Ale jak taką dostałam to szczerze - troszkę to połaskotało moją próżność. Ale co tam - chyba czasami można być snobem, jeżeli to nie uderza w nikogo i nikogo nie rani?
Cały tydzień spędziłam w Krakowie włócząc się po Kazimierzu, zaglądając do kościołów i muzeów, odpoczywając na rynku lub po prostu obserwując ludzi. Tym razem chciałam zobaczyć Kraków z innej strony, nie tylko Wawel, Sukiennice czy Kościół Mariacki. I powiem szczerze że tylko przeszłam przez Sukiennice i tyle. Ale o moim pobycie w stolicy Małopolski napiszę innym razem. W każdym razie dopiero co wróciłam i żeby nie było, że nic nie robię tylko się ukulturalniam, pokażę zaczętą zakładkę dla Małgosi. Mam nadzieję, że wyrobię się w czasie. Jak zwykle musiałam sobie skomplikować życie, bo uparłam się na zakładki niestandardowe. Teraz jestem pełna obaw czy dobrze zrobiłam, ale chciałam, żeby każde z dzieci dostało coś oryginalnego, innego niż wszystkie, takie coś specjalnego, właśnie dla tego dziecka. I chyba przedobrzyłam. Ale już za późno na zmianę koncepcji:)
wtorek, 17 maja 2011
Skończyłam wreszcie trzecią zakładkę dla dzieciaczków Małgosi. Przyznaję szło mi dosyć ciężko. Chyba przejadł mi się trochę haft. Już tak mam, że robię coś jedną metodą praktycznie do oporu, prawie do obrzydzenia i jak już mam dość przerzucam się na coś innego, np decu lub szycie. Teraz chyba przyszła pora na maszynę do szycia:) Ale najpierw muszę skończyć zakładki. Zostały mi jeszcze dwie. Wybrałam sobie dość ciekawy motyw i kanwę plastikową. I to jest malutki problem. Nigdy jeszcze na plastiku nie wyszywałam więc się uczę i idzie mi to jak krew z nosa (niestety nie jak przy krwotoku:)). Mam nadzieję, że za jakiś czas pokażę efekty, jeżeli oczywiście będzie co pokazać. Ostatnio na wszystko brakuje mi czasu. Doba ma stanowczo za mało godzin. Dzisiaj, na przykład, dopiero co weszłam do domu, od rana jestem gdzieś na nogach, nawet dobrze w ciągu dnia nie zjadłam. I tak prawie codziennie. Jak nie jestem na mieście to na ogrodzie. Ostatnio nawet zaczęłam żartować, że powinnam była zostać grabarzem bo bardzo lubię grzebać w ziemi:) A teraz pokażę w koncu zig zaga ( gdyby nie moje dzieci to nawet nie wiedziałabym co to jest zig zag. Jednak prawdą jest, że człowiek uczy się całe życie)
Mam nadzieję, że choć trochę przypomina oryginał.
Pamiętacie może piękną łakę pełną mleczy, którą jakiś czas temu pokazywałam na blogu? Zachwycałam się jaka ładna, jak się wpasowuje w nasz krajobraz. Teraz już nie jestem tak przekonana. A to dlatego, że piękna, żółciótka łaczka zamieniła się w pole dmuchawców. Nie powiem dalej pięknie wygląda ale jak pomyślę, że miliony nasionek zaatakują nasze trawniki- już nie jestem do mleczy tak pokojowo nastawiona. A oto dowód:
I jak? Chcielibyście mieć coś takiego za płotem wypieszczonego ogródka?
sobota, 07 maja 2011
W piątek czekała na mnie niespodzianka. Jak ja lubię takie dni, kiedy wracam po pracy zmęczona, z jedną jedyną myślą:"w końcu się wyśpię" i czeka na mnie przesyłka. Nie żeby się to często zdarzało:) Tym bardziej takie dni lubię. Miałam to szczęście, że mój komentarz na blogu Danieli Haftem malowane http://haftowanie.blox.pl był 1000 komentarzem. Nie dość, że to zaszczyt to jeszcze otrzymałam za to prezencik. Dobre sobie - prezencik, prawdziwy prezent - full wypas. To co zobaczyłam po otworzeniu koperty przeszło całkowicie moje wyobrażenie. No i muszę się pochwalić:
Całość prezentowała się naprawdę niesamowicie. Tyle piękności na raz dawno nie widziałam. I wszystko dla mnie:) I jak się nie cieszyć? A teraz po kolei (oczywiście musiałam wszystko dokładnie sfotografować, ale wierzcie mi zdjęcia i tak nie oddają całego uroku paczuszki) To co mi się najbardziej spodobało (zresztą pewnie się nie dziwicie, że właśnie to?):
Zwróćcie uwagę jak wszystko jest misternie wykonane, z jaką starannością i pomysłem.
Nie zabrakło oczywiście małych "przydasię", herbatki i kawki.:
Nie wiem jak mam za ten podarunek podziękować. Danielo, Bardzo, bardzo, z całego serca Ci dziękuję. Naprawdę nie spodziewałam się takich cudowności. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej pracy, wykonania, które jest tak perfekcyjne i pomysłowe, że moje malutkie prace mogą się zaszyć gdzieś głęboko i nie pokazywać przez następny rok:) Buziaki:)
U mnie jakieś wiosenne przesilenie. Nic mi się nie chce, całkowity brak energii, nawet za bardzo nie chce mi sięmyśleć o wakacjach. Mam nadzieję, że szybko mi przejdzie. Robi się następna zakładka dla przedszkolaków. Tym razem motyw typowo chłopięcy i myślę, że na czasie. Tak przynajmniej twierdzi mój przedszkolak. Zresztą ostatnio wpadł na "genialny" w jego mniemaniu pomysł żebym zrobiła zakładki dla wszystkich jego kolegów i koleżanek z grupy (bagatela 20 osób) a najlepiej z całego przedszkola (100 urwisów). Musiałam mocno się nagimnastykować żeby jakoś się wykręcić z tego pomysłu. Na razie stanęło na zakładce dla mniejszego , a jak dla mniejszego to i większy musi dostać. A to malutki podgląd jak idzie praca:
piątek, 29 kwietnia 2011
Kolejna z moich blogowych kolezanek ogłosiła u siebie na stronie http://cyberjulka.blogspot.com candy. Tak jak już kiedyś pisałam czasami skuszę się na udział, zwłaszcza jeżeli lubię osobę, która ogłasza taki konkurs. A że ostatnio mam farta (1000 - komentarz u Danieli http://haftowanie.blox.pl i coś co szykuje dla mnie - zresztą nie wiem czym sobie zasłużyłam, ale się bardzo cieszę - Kasia z blogu http://autokreatywna.blox.pl) to może i tym razem mi się poszczęści:) Ale wracając do tematu. Zapraszam wszystkich po pierwsze na bloga Cyberjulki, która po prostu tworzy cuda i jak to ktoś kiedyś określił: "marnuje się na prawie", po drugie do zamieszcenia krótkiego komentarza i wzięcia udziału w candy. A takie są nagrody:
I co? Nie warto? |
Archiwum
Zakładki:
Blogi, które czytam
Kontakt
Tagi
|