Wpisy z tagiem: Książki-recenzje

niedziela, 05 czerwca 2011

Właśnie czytam;

Czyta się dobrze, tytuł chwytliwy,jednak jeżeli myślicie, że właśnie w tej książce znajdziecie gotowy przepis jak być szczęśliwym to możecie się rozczarować. Autorka wprowadza w życie projekt, który ma spowodować iż będzie bardziej szczęśliwa. Zamierza pracować nad ważnymi w jej życiu elementami, takimi jak zdrowie, miłość, kariera, rodzicielstwo, czas wolny, przyjaźń, duchowość, i inne. Przemyślenia podpiera licznymi cytatami i pracami znanych psychologów i naukowców

Wszystko fajnie - tylko po pierwsze realia polskie a amerykańskie (zwłaszcz NY)  mają się nijak do siebie i to co dla pani Gretchen jest normą dla wielu z nas jest czymś zupełnie obcym. Pomijam fakt, że autorka jest tylko i jedynie (albo aż) pisarką, nie ma innej pracy, a godziny spędzone przed komputerem może sobie dowolnie korygować. Więc ma czas, którego wielu z nas najczęściej brakuje. Jakoś jej dzieci są bardzo grzeczne i mało wymagające, a mąż - prawie ideał. Pieniądze nie stanowią kłopotu, więc trening w jednej z najdroższych siłowni to mały pikuś. 

Ale do rzeczy - każdy z nas chce być szczęśliwy. Niezależnie od płci, rasy, wyznania czy statusu społecznego. I co? Szczęście dla każdego to sprawa zupełnie indywidualne. Część małolatów jest zadowolona jeżeli mają wolną chatę i nieograniczony dostęp do barku rodziców (taką interpretację wyczytałam na forum dot. szczęścia)  , inni realizują się jako rodzice, najważniejszym szczęściem dla nich są ich dzieci, dla innych kariera bądź podróże. 

A mi się wydaje, że najważniejsze jest znaleźć swoje miejsce na ziemi i próbować być sobą. Zawsze nam się wydaje, że ktoś jest większym farciarzem, ma więcej niż my, jest szczęśliwszy. Nie zauważamy, że w tym wszystkim jest samotny i często zagubiony. Najlepiej spróbować wyobrazić sobie, że mamy niewiele miesięcy życia i przemyśleć jak chielibyśmy je spędzić. Czy jest coś co zawsze chcieliśmy zrobić ale ze względu na bark pieniędzy, małe dzieci czy pracę nie udało nam się to. Warto spełniać marzenia, nawet jeżeli realizacja trwa bardzo długo.

Kiedy byłam mała zawsze wieczorem przed spaniem marzyłam. Teraz kiedy jestem dorosła jakoś ten czas na marzenia gdzieś się ulotnił. Ale pamiętam niektóre z nich. Najpierw były banalne: typu lalka barbie (w tamtych czasach takie cuda były albo w Pewexie albo w paczce z Niemczech - jak ktoś miał szczęście), potem dotyczyły dziecięcych miłostek, ale od kiedy pamiętam marzyłam o ogrodzie. Dziwne jest w tym wszystkim to, że nie o domu (może dla mnie to było normalne, że będę mieć dom) ale właśnie o dużym,trochę tajemniczym ogrodzie. I teraz chociaż czasami mam serdecznie dość plewienia, kopania, koszenia to właśnie tam najczęściej jestem szczęśliwa. Juz na studiach przeczytałam wspaniały artykuł w "Podróżach" o Turcji. Potem w Taniej Książce kupiłam album o tym kraju. I leżał tak sobie przez kilka lat. Moje marzenie zostało gdzieś zagrzebane. Najpierw - wiadomo studia ( a studenci do bogaczy nie należą), potem ślub, dziecko, budowa. I wszystko zostało odłożone na półkę i pokryło się kurzem, aż minęło około 12 lat i marzenie się spełniło. Wtedy też byłam bardzo szczęśliwa:)

Drobne gesty, uśmiech na codzień, spotkania z pozytywnymi ludźmi, buziak od naszych dzieci - to wszystko składa się na mój PROJEKT SZCZĘŚCIE.

A to przepis znaleziony w sieci.

Spróbujcie, może się uda:):

 

Przepis na szczęście
 
Cztery filiżanki miłości,
Dwie filiżanki lojalności,
Trzy filiżanki przebaczenia,
Filiżanka przyjaźni,
Dwie łyżeczki czułości,
Cztery kwarty wiary,
Beczka śmiechu.

Miłość połączyć z lojalnością i starannie zmieszać z wiarą.
Przyprawić dobrocią, czułością i wyrozumiałością.
Dodać przyjaźń i miłość. Obficie spryskać śmiechem.
Wypiekać w słońcu. 
Serwować codziennie w obfitych porcjach!!!
nazwa alternatywna
nazwa alternatywna